Kocie Ścieżki

Niedzielna turystyka po dolnośląskich górach i nie tylko...

Ruiny Zamku Kesselburg w Bukowcu - 20.05.2011

Kot — Monday 23rd May 2011 11:21:38 AM

Nie udało się spędzić tradycyjnie długiego weekendu majowego w Karpnikach, ale już udało się to nadrobić - wczoraj stamtąd wróciliśmy, tym razem wyjazd integracyjny ( i trochę szkoleniowo-turniejowy ) Wrocławskiego Klubu Piłki Stołowej. Ja i parę innych osób byliśmy trochę wcześniej, więc po okolicy też udało się pochodzić. W piątek wszyscy jeszcze spali, gdy ja już byłem w drodze do Bukowca do ruin zamku Kesselburg. Praktycznie żadnych informacji na jego temat nie znalazłem, więc nie wiedziałem czego się spodziewać. Na miejscu okazało się, że z zamku w zasadzie ostała się wyremontowana wieża widokowa, tuż obok mamy też niewielkie ruinki, które mapa nazywa Rzymskim Amfiteatrem. Paręset metrów dalej mamy jeszcze malowniczą Świątynię Ateny, ale o tym już kiedyś było. Widok z wieży fajny, ruinki prezentują się dosyć ciekawie, także wybrać się warto, tym bardziej, że trasa wybitnie spacerowa. Ja zrobiłem tylko parę fotek na szybko i już wracałem do "Krokusa", no bo obowiązków trochę też miałem ... :-)

Wieża widokowa.

Taki widoczek z wieży, w oddali Karkonosze.

Rzymski Amfiteatr.

Wieża widziana z ruin amfiteatru.

Skomentuj (5)

Pomnik Pamięci Lotników Niemieckich z I Wojny Światowej koło Kowar - 3.05.2011

Kot — Monday 23rd May 2011 10:54:17 AM

Tej notki miało nie być - fotkę pomnika wszak już wklejałem. Ale wpis tak dla wasnej pamięci, bo jakoś nie przypominam sobie śnieżycy TRZECIEGO MAJA! A w tym roku takowa nas złapała. Wstałem wcześnie rano i trochę śnieżku było - w sumie na tej wysokości i o tej porze roku to się mogło zdarzyć. Zresztą białego puchu było niewiele i temperatura około 10 stopni - dość powiedzieć, że chodziłem w sandałkach. Niestety potem było coraz gorzej. W dodatku okazało się, że część ekipy zostaje dzień dłużej w górach i mamy jedną osobę za dużo tj. dla kogoś zabraknie miejsca w samochodzie. Zdecydowałem, że w takim razie ja wrócę autobusem, bądź pociągiem. Szybko więc się spakowałem, ubrałem jak najcieplej ( gdy wychodziłem z Victorii temperatura wynosiła około 1 stopień, do tego konkretna śnieżyca i zimny wiatr ) i w drogę. Szybko złapałem stopa - niestety podwózka tylko do obwodnicy Kowar. Dalej doszedłem na piechotę aż do Kostrzycy, bo nikt nie chciał się zatrzymać, a ja w międzyczasie kompletnie przemokłem ( dobrze, że wziąłem dwie ciepłe czapki ) dlatego zdjęć będzie niewiele - aparatu nawetmi się nie chciało wyciągać. Potem już dwa autostopy - jeden do Mysłakowic, a drugi praktycznie pod dworzec PKP w Jeleniej Górze. Jadąc stopem usłyszałem w radio, że w okolicy Kaczorowa i Bolkowa korki, bo większość kierowców na letnich oponach i nie mogą podjechać pod górę - szybko smsowo ostrzegłem "swoją" ekipę przed tymi miejscami, zaś sam stwierdziłem, że w tej sytuacji podróż pociągiem będzienajlepszym rozwiązaniem. Ależ pomyłka! No ale pani w kasie na dworcu mówi, że wszystko jest punktualnie tylko w kierunku na Węgliniec tory nieprzejezdne i kursuje komunikacja zastępcza. Super - jeszcze pomyślałem, że może będę szybciej niż reszta ekipy. Co za naiwność - PKP potrafi zadbać o atrakcje dla podróżnych!


Ruszamy punktuanie o 16:08 pociągiem na Gniezno. Jedziemy jakieś trzy minuty po czym zatrzymujemy się na kilka minut. Potem na każdej stacji postój od pięciu do piętnastu minut. W Marciszowie jesteśmy po 18tej i tu stoimy ponad godzinę. Wszyscy pasażerowie zdrowo wkurzeni, a od obsługi pociągu nie można się nic dowiedzieć - ile będziemy stać, czemu stoimy itd. W końcu konduktor się nad nami lituje i mówi, że nasze nerwy są niepotrzebne, bo pociąg który wyjechał z Jeleniej pięć godzin przed nami też stoi gdzieś przed Wałbrzychem. Przepraszam - czy ja od pani w kasie nie słyszałem niedawno, że trasa przejezdna i wszystko jest ok? Ręce opadają. Konduktor za chwilę informuje, że jest awaria - drzewo zerwało gdzieś przewód trakcji, usuwanie awarii potrwa do końca świata dwunastu godzin! Szybko policzyłem - poprzedni pociąg startował 11:08, kawałek przejechał, czyli przewody zerwało około południa, więc możemy stać do północy. Na szczęście po19tej ruszamy, ale nie na długo - na stacji Boguszów Gorce Zachód mamy kolejny postój, tym razem około trzech godzin ( już przestałem dokładnie sprawdzać ). Większość pasażerów z okolic Poznania, czy Gniezna ma totalną załamkę - wszak jutro do pracy, sam też kalkuluję czy nie lepiej wziąć urlop na żądanie. Inni pasażerowie całkiem dobrze się bawią i wspólnie lepią bałwana. :-) W końcu ruszamy, ale oczywiście nie na długo - kolejny postój na stacji Wałbrzych Główny. Tutaj dowiadujemy się, że będziemy musieli przepuścić pociąg, który wyjechał później, bo to TLK do Stolicy, więc musi być szybciej. Konduktor po naradzie z kimś zapewne ważnym zezwala, by pasażerowie jadący do Wrocławia przesiedli się do tegoż TLK. Potem już wszystko poszło wręcz błyskawicznie. Pociąg do Wawy stoi na dworcu jeszcze tylko jakieś pół godziny i jedziemy! Bez postojów, super po prostu. We Wrocławiu jestem około 2:20, czyli podróż na trasie Jelenia Góra - Wrocław ( wg biletu 127 km ) trwała tylko trochę ponad 10 godzin. Dobrze, że zaraz miałem autobus nocny do domu. Ciekaw jestem o której dotarli pasażerowie z Gniezna ...

Jeszcze jedno - do pracy poszedłem. Czyli wszystko dobrze się skończyło. :-)

Okolice zajazdu Victoria około godziny 11tej.

Na obwodnicy Kowar.


Tablica informacyjna na dworcu głównym we Wrocławiu. Opis opóźnienia "mojego" pociągu - mistrzostwo świata.

Skomentuj (0)

Tunel Pod Przełęczą Kowarską - 2.05.2011 ( dzień trzeci )

Kot — Sunday 8th May 2011 10:33:40 AM

Kolejny dzień to dość króciutki wypad - raz, że spora część ekipy miała "w nogach" mecz piłki nożnej, który zagraliśmy dzień wcześniej wieczorem ( strzeliłem cztery gole! ha! ). Dwa - pogoda niestety mocno się pogorszyła i przez kilka godzin padał deszcz. Tak więc ograniczyliśmy się do niezbyt długiej przechadzki do tunelu pod Przełęczą Kowarską. Lubię to miejsce, byłem już wiele razy ( chociażby na majówce dwa lata temu ) i ma świetny klimat - szczególnie jak się idzie samemu ( zresztą to też zaliczyłem, ale dzień wcześniej - codziennie rano, gdy wszyscy spali, robiłem sobie taki około dwugodzinny spacerek ). Trasa idzie dawną linią kolejową, więc jest właśnie spacerowo, typowo "niedzielnie", ładne widoki, parę ciekawych miejsc - chociażby okolice dawnego przystanku kolejowego Kowary Górne - coś dla miłośników industrializmów. W każdym razie z tunelu poszliśmy jeszcze torami do Ogorzelca, następnie w górę głównie ulicą, ale trochę różnymi skrótami do Przełęczy Kowarskiej, dalej niebieskim szlakiem w dół, a w miejscu gdzie schodzi się on ze szlakiem zielonym ruszliśmy na przełaj w górę z powrotem do torów, a potem do noclegowni. Po drodze udało się zahaczyć sklep, co bardzo przydało mi się następnego dnia. Ale to będzie dłuższa opowieść i to dość nietypowa, jak na ten blog ...

Poranny widok z okolic zajazdu Victoria.

Widok z dawnej trasy linii kolejowej na Kowary - Podgórze.

Wejście do tunelu od strony Kowar.

Wielki sukces Kota - w tunelu kompletna ciemność, nic nie widać, a na zdjęciu proszę ... Udało się. :-)

To takie ujęcie fragmentu Kowar Górnych z miejsca gdzie przez łąkę wracaliśmy do torów.

Skomentuj (0)