Dolina Bobru - Z Pilchowic Do Jeleniej Góry - 11.06.2011
Kot — Friday 17th June 2011 10:33:03 AM
Tym razem trasa, którą od dawna mi polecano, czyli spacerek ( a raczej spacer ) nad Bobrem od stacji Pilchowice-Zapora do "grzybka" w Jeleniej Górze. Początek w Jeleniej, skąd musieliśmy dotrzeć do stacji PKP w Jeżowie Sudeckim. Poszło szybko, gorzej ze znalezieniem stacji, którą okazał się być kawałek muru i przystrzyżona trawa - taka rzekłbym stacja w polu, gdyby nie pobliski budynek z napisem "Jeżów Sudecki". Potem krótka przejażdżka do stacji Pilchowice-Zapora - trasa szynobusu bardzo malownicza, więc warto skorzystać z tej opcji. Poniżej "naszej" stacji docelowej można zejść do niewielkiej przystani, w ogóle sam widok z niewielkiego dworca rewelacja, także bardzo leniwym turystom mogę spokojnie polecić wyprawę na parę godzin właśnie tam. My po krótkim postoju ruszyliśmy drogą w kierunku zapory, tam parę fotek, a następnie niebieskim szlakiem w kierunku Wrzeszczyna. Myślałem, że szlak będzie dosyć szeroką drogą gruntową, gdyż jego położenie ( widoki! ) i niewielka różnica wzniesień sugerowały fajną spacerową trasę. Tymczasem szliśmy często mocno zarośniętą, niezbyt dobrze oznaczoną ścieżyną, czasem przeciskając się między różnymi chaszczami. Owszem - widoki niesamowite, chociaż często przysłonięte lasem, na trasie turystów niewielu, powinno być super, ale nastawiłem się na trasę bardziej spacerową, bywa ... W dodatku szybko nałapaliśmy sporo kleszczy ( ja po dotarciu do noclegowni miałem na sobie sześć sztuk ). Wracając do trasy, po drodze można trafić na fajne skałki - Kapitański Mostek. Widok częściowo przysłaniają drzewa, w zasadzie dobrze widać tylko Wysokie Skały po drugiej stronie Bobru i część samej rzeki, ale miejsce i tak bardzo fajne. Potem już w dół i najpierw wzdłuż Kamienicy, a potem Bobru ( widokowo - rewelacja ) do tamy na Jeziorze Wrzeszczyńskim - tutaj dla nas koniec "hardkorowej" części trasy - dalej miało być żótym szlakiem wzdłuż jeziora, ale mieliśmy dość przeciskania się przez różne zarośla.
Dalszy ciąg to taka naprawdę "lajtowa" przechadzka, chociaż parę kilometrów do zrobienia było. Najpierw ulicą z Wrzeszczyna do Siedlęcina ( kawałek podwiózł nas jakiś pan, który na dodatek zostawił nam swój napój - pytałem go o jakiś sklep, bo potrzebowaliśmy czegoś do picia - upał dał się we znaki, a mieliśmy tylko piwo ). Tutaj ostrzyłem sobie zęby na wieżę rycerską, do której - jak się okazało - jest dobudowany jakiś dom i to mnie wystarczająco zniechęciło do zwiedzenia tego zabytku. Ponoć w środku świetnie, może kiedyś sprawdzę. ;-) My zaś ruszyliśmy dalej żółtym szlakiem do gościńca "Perła Zachodu" nad jeziorem Modrym. Widok z tarasu rewelacja, zresztą tak samo "z dołu" tj. z mostu nad jeziorem. Zjawiskowa okolica. Osobna historia, to pani, u której zamówiliśmy posiłek - pewnie dla niektórych obsługa może wyjść na niezbyt miłą, ale pani ma chyba taki specyficzny styl bycia. Ja tam się zdrowo uśmiałem z jej tekstów. :-) W gościńcu znajduje się jakby niewielka wieża widokowa, ale akurat trafiliśmy na wesele, więc ten element wyprawy odpuściliśmy. Ostatni odcinek wycieczki to już wybitnie niedzielna droga żółtym szlakiem przez Borowy Jar - tutaj sporo spacerowiczów z dziećmi, droga utwardzona, po prostu idealne miejsce na krótką i nie wymagającą wysiłku przechadzkę. W sumie cała trasa bardzo fajna, aczkolwiek trzeba być przygotowanym na te różne gąszcze na szlaku pod względem ubioru. My nie byliśmy, ale na przyszłość będę mądrzejszy - jesienią zapewne jest tam bosko. Swego czasu sprawdzałem pod koniec września okolice Jeziora Złotnickiego i Leśniańskiego, i było cudnie. To jeszcze tradycyjnie parę fotek ( które w ogóle nie oddają piękna tej okolicy ) i tyle na temat wycieczki z ostatniej soboty. :-)

Widok ze stacji Pilchowice-Zapora.

Widok na jezioro z zapory - ten niewielki, biały budyneczek na środku zdjęcia, to właśnie stacja PKP.

Widok z Kapitańskiego Mostku na skałki po drugiej stronie Bobru.

Na Kapitańskim Mostku.

Kamienica.

Zapora na Jeziorze Wrzeszczyńskim.

Jezioro Wrzeszczyńskie widziane z zapory.

Widok z tarasu "Perły Zachodu" na Jezioro Modre.

Skałki nad jeziorem.

"Perła Zachodu".
Pałac W Kraskowie - 9.06.2011
Kot — Thursday 16th June 2011 10:50:24 AM
Wolny dzień w środu tygodnia, to dla mnie z reguły pretekst do jakiejś małej wyprawy. Nie inaczej było i tym razem. Co prawda Krasków odwiedziłem wiele razy, ale ostatnio jakieś pięć lat temu. Ostatnio byłem w pobliżu dwa lata temu, ale w wycieczce przeszkodził deszcz. Nie inaczej było tym razem - cały tydzień słoneczna pogoda, a w ten wolny dzień pochmurno i co chwilę przelotne opady. Byłem jednak twardy - nie zważając na pogodę dojechałem autobusem do Marcinowic, a następnie już na piechotę przez Klecin ( podobno wieś słynie z pięknych ogrodów przydomowych - coś w tym jest, szału nie ma, ale przejść się tam warto ) do Kraskowa, gdzie mamy piękny barokowy pałac z XV wieku. Jakieś 20 lat temu to była wręcz ruina, potem jednak obiekt kupiło bodajże trzech austriaków, wyremontowali go i urządzili tam hotel i restaurację. Parę lat temu było tam przepięknie, pomimo dość zaniedbanego parku. Obecnie jakby troszeczkę wszystko podupadło - znaczy nadal jest bardzo ładnie, ale mam wrażenie, że było lepiej. Wybrać się w każdym razie warto. Chciałem trochę pochodzić po parku, ale opady zaczęły się robić dość intensywne, więc cyknąłem parę zdjęć i ruszyłem polami do Szczepanowa na autobus powrotny do Wrocławia. I tutaj mała przygoda - po drodze mijałem kamieniołom, niedaleko którego stoi opuszczony budynek. Dom wygląda na wielorodzinny, ale chaszcze rosnące wokół i powybijane szyby sugerowały, iż jest opuszczony. Więc idę sobie spokojnie ścieżynką, jestem jakieś 30-40 metrów od tegoż budynku i nagle wyskakuje z niego, ujadając, wielkie psisko. Stanąłem jak wryty z zaskoczenia, ale na szczęście "piesek" był na łańcuchu. Dalej poszedłem omijając szerokim łukiem ten budynek, bo przez chwilę poczułem się niczym bohater TCM ( miłośnicy horrorów będą wiedzieć o co chodzi ). Podsumowując - wyprawę do Kraskowa polecam, powrót polami niekoniecznie ... ;-)








Arboretum Lądek Zdrój - 5.06.2011
Kot — Wednesday 15th June 2011 09:49:19 AM
Tym razem wybitnie niedzielna wyprawa do niewielkiego arboretum w Lądku. W porównaniu do opisywanego tutaj kiedyś arboretum w Wojsławicach wypada bardzo skromnie. Ale ma też swoje zalety. Ogród jest ładnie położony, przede wszystkim jest jakoś tak naturalnie wkomponowany w leśne środowisko, co daje mu sporo uroku. Ruchu nie ma tutaj zbyt wielkiego, można było spokojnie usiąść gdzieś na ławeczce i odpocząć, co w Wojsławicach w niedzielę jest wręcz niemożliwe. Nie ma może tutaj setek odmian różnych roślin, nie jest to wszystko urządzone z rozmachem ( tutaj największy minus - o parę zakątków przydałoby się bardziej zadbać ), ale za to jest cisza i spokój, co osobiście bardzo cenię. Miejsce jak najbardziej warte polecenia, tym bardziej, że w dość bliskiej okolicy sporo innych atrakcji. :-)

Potok Jadwiżanka przy ścieżce do arboretum.

Drogowskaz przed ogrodem.






Na zdjęciu powyżej drzewo, które szczególnie mi się spodobało - świerk pospolity, odmiana wężowa.


Rynna przy kasie wisi dość nisko, więc przypomina oswej obecności. ;-)
